Dwa tygodnie przed zakończeniem roku szkolnego 33 osobowa grupa uczniów pod opieką nauczycieli: Katarzyny Lechockiej, Klaudii Hajnos i Andrzeja Strzymińskiego (szefa całego zamieszania J) wyruszyła do Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego. Godzina jazdy autokarem w kierunku na północ minęła w sympatycznej atmosferze, chociaż dwa razy stawaliśmy na krótko z powodu migającej kontrolki.
Po dotarciu na miejsce i przybyciu do nas przewodnika zaczęliśmy zwiedzanie. W pierwszej kolejności było to muzeum eksponujące pozostałości po okolicznych walkach w roku 1945. Potem lekka marszruta i obiekty znajdujące się na powierzchni ziemi. Wreszcie to, co stanowiło esencję naszego wyjazdu, czyli zejście do czeluści J.
Idąc gęsiego w ciasnych korytarzach, pokonując wilgotne schody, dotarliśmy 12 pięter pod ziemię. Temperatura spadła aż o 20 stopni. Na powierzchni upał, a tu przyjemny chłód. Kilometry tuneli, czasami całkowita ciemność, świadomość, że nad nami jest tysiące ton żelbetonu i ziemi oraz opowieści przewodnika wprowadzały niecodzienny nastrój.
Mieliśmy niezłą frajdę z przejażdżki czteroosobową drezyną. Każdy miał okazję poćwiczyć napęd mięśniowy, a następnie zrelaksować się na koszarowych pryczach.
Wyszliśmy na powierzchnię kilka kilometrów dalej. Część z nas wróciła na miejsce zbiórki transporterem wojskowym, reszta podążyła wzdłuż „zębów smoka”. Potem było ognisko i możliwość pieczenia kiełbasek, kupienia pamiątek militarnych, czy zjedzenia lodów.
Niektórzy uczniowie jeszcze kilka razy skorzystali z możliwości przejażdżki transporterem i policzenia swoich kości na okolicznych wybojach.
W godzinach popołudniowych wszyscy wrócili cało do domu. Chociaż zmęczeni, to jednak zadowoleni z tej nietypowej i nieco ekstremalnej wycieczki, która pozwoliła naocznie oraz namacalnie poznać pozostałości po II wojnie światowej.
Andrzej Strzymiński
